pic poncz i smiac sie

Friday, 02-01-2009

no i stalo sie, mielismy byc oryginalni jak co roku i olac sylwestra, skoro juz mamy w domu telewizory, a nasi rodzice nie pomysleli o jakichs wyszukanych imionach dla nas, nie mowiac o kolku plastycznym, szkole muzycznej i troche brakuje nam odwagi na dziaranie sie, no ale, po zacietym meczu w bilarda z A, przedostalismy sie do niej i pilismy poncz (rum z miodem i owocami, robi mi sie nie dobrze na sama mysl o pisaniu o tym, a potem sam rum) i troche nie mielismy filmu do zobaczenia, az tu nagle, co u diabla robimy? tanczymy do hitow z bollywood z kanalu 3726 cyfry, jemy szynke z kotem, ogladamy hiszpanski nowy rok na tve na cyfrze, szampan wystrzeliwuje mi w dloni sam i robi dziure w suficie, tanczymy uklady lyrical jazz przed lustrami w przedpokoju (ja bardziej parter) i jakies ogolne szalenstwo!

jak bylem u notariusza pare dni temu (byles u notariusza?) to slyszalem, jak pani z klasy pracujacej zalatwiajaca jakis interes z pania z klasy sredniej (w gre wchodzil tez jej dziadek, ktory niczego juz nie czail) opowiadala jak tanio mozna isc na bal pod opolem, bo w opolu to od 300zl w gore i jak ci ludzie moga chodzic na te bale i co oni tam robia? glupie pytanie;

ogladalismy tez dzis u kachy i lukasza ten nowy film cohenow i smiech dobry i historyjka i *kreacje*, tak, ale zdradze ci, ze troche mam nadzieje, ze jak skoncze uj, to tez potem bedziemy robic sobie takie reunion jak ci z princeton, bede spiewal piesni ze szklanka jakiegos destylatu w jednej lapie i zimna noga kurczaka w drugiej;

makroblogging

Sunday, 21-12-2008

czasem mam takie akcje, ze zmniejszam liczbe kolorow w obrazkach i zmieniam wyglad blogu, jedno z moich ulubionych ujec to jest, koch*m;

czasem mam takie akcje, ze chce przejrzyscie nawiazywac do rodzimej popkultury i brakuje mi odpowiednikow, jakbym mial pierwszy wers gejma z drimz w krajowych realiach, to musialoby chyba byc cos takiego, bo kiepsko z odpowiednikami kogos pokroju rosario dawson, albo aaliyah, bo kto? tylko prosze, nie mow, ze oliwka z klasy na obcasach.

dziadek z

Sunday, 21-12-2008

rano bylismy na pogrzebie dziadka zbycha, jednego z najbardziej zdystansowanych ludzi, jakich znalem, serio, tzn, nie moj to dziadek, a kuzyna, ale spotykalismy sie tysiac razy na rodzinnych zwolenniczakach, chociaz w sumie slyszalem moze tyle jego wypowiedzi, ze wypelnily by ten wpis do polowy; ale jak juz cos powiedzial, to cios, chociaz akurat nie pamietam teraz zadnego takiego panczlajn;

w zasadzie do konca podstawowki conajmniej myslalem, ze po prostu jest niemowa, nie slyszalem ani jednego zdania, byl malutki, drobny i totalnie nie rzucajacy sie w oczy przy swojej dosc duzej zonie, babci, ktora, tak generalnie go zdominowala na poziomie ogarniania wszystkiego, decyzji itd, ale on sprawial na mnie wrazenie, ze ma swoja autonomie poza takimi pierdolami jak to, ktore mieso bedzie jadl i czy kot go gryzie, a pies drapie; w zyciu nie widzialem takiego poziomu wyluzowania;

tzn wiadomo, ze to tylko jakiestam wrazenia, ale mocno pozytywne;

harem globtrottres (zabawny tytul)

Friday, 19-12-2008

dzis przezabawna sytuacja, bo mialem otwarte drzwi (och, nowoczesne standardy) biura (pfff) i nagle dwie typki wygladajace calkiem normalnie, jedna w turbanie, druga to karzel udajacy dziecko, pytaja, czy seen doctor suresh, powiedzialem, dlaczego nie verstehen, malpy, usiada, poczekaja, sie zalatwi, zadzwonilem, zaprowadzilem, powiedzialem, ze jakby mialy jakies klopoty, to smialo no i wbily pare godzin pozniej, znowu szukaly typa, okazalo sie, ze odwolali lekcje, bo wigilia klasowa instytutu nauk politycznych, a one nie odpalily/zrozumialy/zostaly poinformowane; no to znowu uprzejmosc i zaprowadzilem je na bal i po drodze zbratalem sie nieco, skad sa (z turcji, glupie pytanie) i co tam ogolnie i jak znajda chwile, moga wpasc do moj office poopowiadac, jak sie tu im studiuje i takie tam;

i przylazly na chyba pol godziny marudzenia, ze male miasto, ze nudy, ze nauczyciele maja je gdzies i takie tam i pokazaly mi swoj monumentalny uniwersytet z kampusem wielkosci opola na srodku zgliszczy kurdyjskich wiosek na kamienistej pustyni, totalnie mnie przytloczyl sukces narodu tureckiego, serio, pochwalily sie, pomarudzily i pytam sie, czy nie maja jakichs ziomali do bujania sie z, a one, ze przyjechali koledzy z turcji na erasmusa tez, ale ONI SIE ZMIENILI.

zmienili?

imprezuja, pija alkohol i jedza wieprzowine! a one nie beda z nimi gadac, ani jesc swini! i niczego tu nie moga jesc, bo czytaja ingridientsy wszystkich rzeczy w sklepach i wszedzie oleje ze swini i zyja o warzywach i owocach, a ja na to, ze tez nienawidze wieprzowiny i nie jem, a one sie zajaraly od krawedzi hidzabu do krawedzi hidzabu i pogadalismy jeszcze o bzdetach i je splawilem, bo byly tak zajarane opowiadaniem mi o turcji, ze balem sie, ze pomylily te deklaracje o wieprzowinie z aklamacja zmiany narodowosci, nie wiem;

tymczasem w polowie drogi do krakowa pozniej tego dnia, w miejscu gdzie slask wita nas na autobanie swoim dynamizmem infrastrukturalnym korek zatrzymal na godzine, wiec odwrot zwany eden i 200km bezsensu, bo nie bylo szans wyrobic sie na seminarium, no homo, dobrze, ze jeszcze przed platna;

kupilem ostatnio pare biletow lotniczych na dobra wrozbe, zdecydowanie tak!

szlachecki

Wednesday, 17-12-2008

jezdze do krakowa juz na takim autopilocie, ze w ogole nie pamietam, zebym placil uwage do drogi; w pracy w instytucji wydarza sie czasem takie 30 plenum spoldzielni zenum, ze siedze i smieje sie pod wasem, najlepsza jest w adeemie swierza krew, ktora naplynela z urzedu i po szkoleniach asertywnosci, negocjacji, komunikacji interpersonalnej i w glebi dusz pewnie mna gardza jak sie czepiam, ze na uniwersytecie mimo wszystko nigdzie nie publikujemy tekstow skompilowanych z 3 przeklejen z trzech stron internetowych, razem ze stylami i wszystkim, hehe, ‘michal, no bo tak naprawde, co mam tu napisac?, bede robil to, co sie powinno w tym kraju robic od podstawowki, a nie w szkolnictwie wyzszym: kazal mowic swoimi slowami ahhahahahaah, no i na bank zdejmujac po pracy garnitury i garsonki, zanim siada do tvn24, onetu i naszej klasy, mowia zonie/mezowi, ze jest taki, co filozofuje, bol na tylku; mnie tam ogolnie wali los swiata, a tym bardziej instytucji, ale czasami jestem za tym, zeby troche popozorowac snobizm;

nie mowie nawet o drugiej pracy, z kagankiem, bo tam to juz mam na glowa aniolka i diabelka w dymku, olac czy ratowac cheerleaderke? wszystko sie sprowadza w zasadzie do podstawowej reguly, tluc bucow;

w krakowie lubie to szkolnictwo wyzsze, bo nawet jak jest snobowanko i nic nie robionko, to przynajmniej wydaje ci sie, ze zaraz na korytarzu miniesz sie z immanuelem kantem i nagle rzeczywistosc przestanie miec jakikolwiek sens albo istniec;

ida prezenty, wiec jesli mnie lubisz, mozesz kupic mi, to, trudno powiedziec, po co, ale zawsze zajawka, na wypadek gdybym sie zagapil i wzial zly zjazd na inna autobane i zgubil, jadac rowerem, ciekawe, czy sa gpsy na rower, ktore mowia ‘za 400m. skrec. w lewo’, chyba musialyby wrzeszczec i zamiast holka glos dawalby roman ‘kat’ kostrzewski; w ogole to jest przyszlosc, znani aktorzy mowia w gpsach, czy to juz sie dzieje? np, jacys zartownisie, cezary pazura, ‘za 300 metrow, skrec w prawo’, a miales w lewo i skrecasz, a pazura ‘to jednokierunkowa, durniu’, ho, ho.

skonczyly sie moje ulubione seriale, oba TYM SAMYM ZDANIEM i jest to ewidentnie zawieszonko matrixa, ‘life is good’, proba stymulacji konsumpcyjnego stylu zycia, ktory mialby podratowac swiatowa gospodarke w tej chwili (nie uzywam slowa wiadomo jakiego); wracajac do historii, dexter 3 jeszcze lepszy niz 1 i 2, nie pojmuje, jak to mozliwe; californication tez, nie potrafie zrozumiec, jak moglem przelamac sie, zeby ogladac duchovnego, a jeszcze bardziej, jak on mogl zagrac tak!?

tymczasem znow nieco zaspalem, ale za to przysnil mi sie temat artykulu, ktory napisze do czegostam, czego deadline jest w sylwestra, dobrze, bonus na swieta z socjalnego z instytucji pojdzie na zakupy w snach, powinna nowoczesna technologia wymyslic jakas furtke do snow generalnie, ja tam bym pomanipulowal, pouczyl sie hiszpanskiego, poczytal wymyslone ksiazki, wymyslil pare linijek, chyba sie przejde do urzedu zobaczyc, czy nie maja szkolen na efektywne wykorzystywanie snow w karierze;

dem, mam pewien plan, ktorego slowa kluczowe to ryanair, smieszne pieniadze, andaluzja, sevilla, atletico i luty, ale moj znaczacy inny go nie za bardzo rozumie/akceptuje/jara sie itd, wiec, chetny malpiszonie, @me, ho ho ho

co robisz, dostojny kocie?

a dzis na drzwiach widzialem

Saturday, 13-12-2008

(jeszcze jedno) zamykanie drzwi nie trudzi!

za to, ciagle nie moge sie zdobyc na bycie doroslym, bo nawet wczoraj zastosowalem sztuczke, ze polozylem daleko od legowiska telefon z alarmem i rano i tak wastalem, przelaczylem go o 9 minut, potem znowu o 9 (bo juz zabralem do lozka), potem znowu i potem wylacyzlem i obudzilem sie godzine pozniej i znow spozniony, co robic;
jak sie zgadzalem na pewna nie-do-konca-naukowa-ale-fascynujaca-fuche zlotej  babie, to nie mialem pojecia, jaki blad popelniam, ze nie jestem tylko nau, bo bym mial wszystko gdzies, 3 miesiace urlopu i zadawalbym studentom referaty i nic nie robil latami, a tu ciosy, znoszenie debili, ale takich, ze myslalem, ze mogli istniec w filmach barei, albo w serialach pokroju na wspolnej, dorosle zycie i zwykli ludzie pracy uderzyli mnie z cala moca szkolen asertywnosci i kreatywnosci i innowacyjnosci, ktore ukonczyli, smiechu jest po pachy, koncze ten kontrakt w wakacje i jedyen co to nauka, bo tam tez barany, ale mniej kontaktow, hehe;

pan mateusz, syn ryszarda, wystosowal mi taki material, ze zwariuje chyba, razem z tym, co mam w glowie i z naszym pracujacym w stolicy z innymi imigrantami, ktorzy leasinguja astry, ubieraja sie w zlotych tarasach i czytaja bobery pl, przyjacielem, ktory dzis przypomnial mi sie tanczacy bez spodni  na srodku kotwicy (wtf?!), zrobimy cos, co mi sie podoba;

dzis, mlody magister, w tej raczej spoko czesci mojej pracy zawodowej (minus paru glupich studentow - myslalem, ze zlo ze studentami sie skonczylo jak przestali nosic swetry i naszywki pearl jam, a tu przyszlo pokolenie gimnazjum i albo sie ich boisz, ze ci wloza smietnik na glowe, jak jestes durniem, albo chcesz sie zapisac do upr, zamknac wszystkie te uczelnie i wynocha do salonow gsm i szkol gastronomicznych), tzn, studenci, czytajacy to, bo ktos wrzucil link na forum: generalnie - ‘tak, my mozemy’; wracajac do historii, z tymi ze sztuki, co mam socjokultury i mialem temat kiczu, poszedlem dzis na szpitalna i poprosilem antkera, zeby poopowiadal o sztuce ich, na przykladzie realizacji biblioteki, a potem o sztuce, ktora krytykuja, na przykladzie glownego budynku mej firmy, uwzam, ze to prawie stowarzyszenie umarlych poetow bylo (nigdy nie widzialem, ale kojarze, ze inspirujacy nauczyciel siedzi na stole, nie widzialem tez tego filmu, ze meg ryan wpada pod ciezarowke i titanica), co robic;

tymczasem totalnie nie obiecuje, ze sie nie zmienie, zwlaszcza po tym, jak zmienilem opony na ‘zimowe’ (z bieznikiem, ci*ta) i po tym jak poznalem pania z amnesty internati*nal (ci*ta) i po roznych rzeczach, w tym jak pisalem dzis w terminalu ubuntu, z okazji przyjscia koszulki, brawo durniu, wannabe geek, to juz w ogole przesada;

duzo innych roznych rzeczy, ale klasycznie, malo pisze, duzo zyje;

ja z narkotykami mialem tyle wspolnego, co z samochodami

Saturday, 06-12-2008

drogimi, czyli nic, moj ulubiony sposob dzielenia linijek, kiedys mnie oburzal, jak pisalem linijki od niej (kalambur shareware), ale jay tak robil tez, wiec czemu i ja nie moglbym?

tymczasem, jaralismy sie z karolem nieco ta okladka, bylo tak,  o hcp myslelismy ostatnio jadac do poznania, to gowno ktos kiedys przytargal z rajchu, kojarze to z blatami titusa i tego typu zajawka, z no fronts juz sie nie bede osmieszal, ale flanelowa koszule musze skolowac, to pewne; nie moge, nie powiem nic o zielonych zabkach, nie moge znalezc nic gowno prawda, ale ksu, ta komera oczywiscie jest w internecie, nie mowiac o t love alternative, ale bluze flapjacka chcialbym miec do dzisiaj, armii to moze troche mniej, hehe karol;

nie zrozum mnie zle, jedna z moich ulubionych plyt byla sno-powiazalka, a numerem do ani, ale gralem dzis nieudolnie na gitarze i tak mnie naszlo, dobrze, ze nie ratm albo biohazard hahahahaha, nie no, ale fantomas? michal, o jakichs skaferlatine czy operation ivy tez nie mowie, bo to bardziej skomplikowane rytmicznie i melodycznie, rozne takie tam rzeczy, a bakszysz? w sumie nawet byl kiedys projekt, zeby z jareksem zrobic sluchajmnie e e e z zwrotkami rapowymi, jako tribute od prostackiej gowniarzerii dla nich, hehe;

glupawy mam ostatnio ten smiech internetowy;

puchar miast targowych

Friday, 05-12-2008

czasem lubimy sobie z A obczaic jakas europejska pilke, np puchar miast targowych, doslownie, pojechalismy dzis do poznania, stadion przy bulgarskiej zmienia sie nie do poznania, ha ho, organizacja, wchodzenie, wychodzenie i chamy klasyczne krajowe, chociaz pewnie mozna czesc zwalic na budowe z tego; gierka byla calkiem, podobno w telewizji lech byl lepszy, ale telewizja klamie, kolejorz to calkiem druzyna i gierka, ale ewidentnie jest 13 chlopa do gry co 3 dni i nie maja sily, to raz, a dwa, to najlepsza i najbardziej swiadoma taktycznie polska druzyna to dla zwyklego klubu z hiszpanii wciaz zaden problem, wystarczylo zobaczyc, jak wysoko bronilo depor, a gdzie zamulali obroncy lecha, a o tzw umiejetnosciach indywidualnych, czyli poziomie przyzwoitosci pilkarza nie wspominam, bo w lechu mamy czolowke polskiej ligii pod tym wzgledem, a pila odskakuje itd, a ten calkiem dobry anders guardado, ktorego po sezonie kupi atletico i posadzi na lawce (a tak naprawde, liverpool i znowu to bedzie calkiem-pozytywny-ale-przy-mistrzowskich-aspiracjach-nieco-zbyt-przecietny-zawodnik) bez problemu zastawial pile, wygrywal pojedynki na jednego, dwoch i czasami trzech, a jesli nie wygrywal, to dlugo sprawial klopoty, utrzymujac pile na nie swojej polowie;

generalnie jednak duzo ataku ze strony lecha, wiec szac dla nich, ale jak nie dokupia im tam nikogo na przyszly sezon to nie bedzie zadnej ligii mistrzow, ani wyjscia z grupy pucharu uefa;

dobrze przejechalem dzis 500km wieczorem, z czego tylko niecale sto normalnie, jak wrocilismy na slask nasz europejski i autobane; w ogole to dzis widzialem weihnachtsmarkt pod katedra rano i spiewali po niemiecku i oglaszali, mowie, ze europa;

nie bylem tez jedynym fanem depor na stadionie, ale nie afiszowalem sie z koszulka jakos super, zwlaszcza, ze bylo ultra zimno! wniosek jest ogolnie taki, ze lecimy na depor jakas pozniejsza zima, a moze i na barce? a moze na depor na majorce? a moze na santander? a moze do osasuny? generalnie, trzeba ogladac pile, bo jak mawia trener piechn*czek, nie da sie drugi raz wykorzystac niewykorzystanej sytuacji;

chcialbym tez odnotowac, ze przytrafia mi sie pracowac z kretynami;

liverpool match break

Tuesday, 02-12-2008

polecielismy na lige mistrzow do liverpoolu, wydalismy miliony funtow na to i bylismy zadowoleni; sporo kwasu bylo, kiedy wracalismy, bo ultra mgla na lotnisku i odwolali lot, a pamietaj, ze lecielismy ryanairem za 60zl w sumie, wiec to nie jest pan am, ze biora cie do hotelu i podaja burbona, tylko laskawie przebukowuja ci bilet na dowolny inny lot; stalismy w kolejce polakow za garnica, ktorzy nic nie czaili, co sie dzieje i ogarnialismy opcje w stylu, ‘moze jutro beda startowac stad samoloty i polecimy do gdanska, gdanska?!?’, ale wbil sie przed nas do kolejki jakis lepszy cwaniak, ze nawet nie zwrocilismy uwagi i troche sie zbratal, ze auto zostawil na parkingu na lawicy i jak nie wroci dzis to je zholuja itd i w koncu, czy mu pomozemy przy okienku, bo on kompletnie nie rozumie, co ona do niego mowi, no i przebukowalem mu bilet na lot z east midlands, jakies 150km stamtad, A poszla obczaic opcje dotarcia tam kolejkami i wyszlo, ze na styk, a ziomek mowi, ze on tu z zona polka jest u starych polakow zagranica z czasow solidarnosci i oni nas zabiora, udanko; generalnie powrot z poznania do oplau pkp byl dluzszy i drozszy i jeszcze gorszy niz tanimi liniami pl - uk;
ogolnie to z tym meczem to bylo troche tak, ze spodziewasz sie nie wiadomo, czego, a tam mecz, browarow nie sprzedaja na CL, siedzisz na main stand, troche innych turystow dookola no i obok chyba najlepsza grupa ultras w europie, commando 84 i nonstop jada allez om we wszytkich konfiguracjach, a rozpuszczona publicznosc lokalna (a pamietaj, ze to everton jest the people’s club) tylko narzeka na riere i troche czasami costam krzyczy, krzyczy the kop, ale to po drugiej stroni, nie zrozum mnie zle - nawet w srodku mlyna depor nie bylo takiej zajawki jak tutaj! (chociaz mecz sredni)

miasto smieszne, przyjazne, a w zasadzie scouserow nie da sie zrozumiec za pierwszym razem, jak typ w sklepie pytal sie, czy chce tasie do zakupow, myslalem, ze chodzi mu o rower, najgorsze jest zarcie tych durniow, na ulicach smierdzi octem, frytki z octem, ziemniaki z octem, co oni w ogole jedza? crisps, chips, majonez, niedobrze, a w tv co 3 reklama to spoleczna reklama o zdrowym zarciu, nie mowiac o tym, ze jakies programy o przywroceniu wartosci tradycyjnych, rodzinnych, bo idziesz ulica o 18 i gowniarze z dobrych domow na tubie tarzaja sie po chodnikach z przylepionymi gumami wszedzie, tzn chodniki, nie gowniarze; rychly upadek zachodniej cywilizacji tam jest mocny; jeszcze w tym mega zimnie z wiatrem znad morza ci durnie laza w bluzach rozpietych w szczycie ochrony przed zimnem, laski gole nogi, ramiona odkryte, o gowniarach z liceow przebranych w mundury nawet nie mowie, nie wiem, o co im chodzi, ale nikt tam nie odczuwa zimna!
bylismy tez na szopingu i w galeriach (tate, nie handlowych, snobizm dla ubogich), ogolnie calkiem spoko i nie za bardzo rozumiem dlaczego poza tyskim w tesco nie widzialem sladow polakow za granica? widzialem za to ultra zorganizowana komunikacje miejska, ze autobusami wszedzie i na luzie szybko sie dostawalismy no i wpadlem na sklep, gdzie kupilismy sprzet do studia pod mejem; pare razy tez malo nie stracilismy zycia, patrzac sie najpierw w lewo przed wbiciem na ulice;
niestety, nie widzialem znanych pilkarzy (nie wiem, niby, co bym mial zrobic, jakbym ich widzial na ulicy), moze poza ianem rushem, ktory minal mnie na parkingu pod stadionem usmiechniety od ucha do nosa, to drugi po zymanie znany pilkarz, ktory mnie gdzies minal;

calkiem spoko bylo zwiedzanko stadionu, oprowadzal jakis szczery lokalny ziomek, ktory caly czas ciagnal nosem i jechal manu i chelsea, hehe, najlepsze: ‘(w szatni) ta podloga tylko wyglada jak zwykle linoleum, to Ł15k antyposlizgowy system, na ktorym nawet christiano ronaldo by sie nie wysypal’ i ‘na trybunie honorowej siedza vipy, zony pilkarzy i kontuzjowani zawodnicy, harry kewell mial tam karnet na 4 sezony, i grzana’; myslalem w ogole, ze tam nie wiadomo jakie salony, a korytarze i tunel trzy razy mniejsze od twojej klatki, slowo;

wszystkie zdjecia tutaj

jesli chodzi o praktyczne info, kupilismy match break na thomascook.co.uk, bilety + jedna noc w kiepskim, ale dosc drogim hotelu i dwie noce w spoko miejscowce, internationalinn.co.uk, w cocoon pod hotel, razem jakies (odpowiednio) Ł270 + 100, bilety z wroclawia do liverpoolu i z liverpoolu do poznania ryanair sprzedal nam dwa miesiace temu za smieszne kilkadziesiat zl, dzienny bilet na autobusy kosztuje niecale Ł4, duzo jedzenia w stylu wielkie ziemniaki z octem, albo wielkie frytki z octem i jakies mieso albo nawet curry z owca i ryzem to jakies Ł3-6, dobre brown ale w tesco mozesz przyjac za Ł1-1,50, wyjazdowa koszulka z gerrardem na plecach na wyprzedazy to Ł30, mniej znanych zawodnikow kupisz za Ł42 w jednym z kilku klubowych sklepow z przypalowymi pamiatkami dla ultrawsiokow bez gustu; jedz smialo mlody junaku, #ynwa!

gorna wilda

Sunday, 23-11-2008

bylismy w poznaniu na zwolenniczaku wiadomo czego, byl z nami ninja, wiec skonczylo sie to wiadomo czym, ale poznalismy tez miejsca, do ktorych nigdy nie udaloby nam sie wejsc, biedakom, takie jak klub sq w starym browarze, gdzie byli bananowcy z prawdziwego zdarzenia!

w koncu okazalo sie tez, gdzie jest internet!
w nocy napotkalismy tez karuzele nastrojow i zrobilismy jej zdjecie polaroidem

bawilismy tez z beskiem i chlopakami, poznalismy helmeta volcom’a i z mejem kimalismy na wildzie u nich, w moich stronach rodzinnych, gdzie moja jedna prababcia i druga prababcia sie przemieszczaly; sporo pozytywnej zajawki miejskiej, szacuny dla chlopakow i powracamy niebawem, do piekarni i warzywniaka z wedzona makrela;