duzo

czwartek, 08-05-2008

sporo na glowie, czupryna! mysle, co robic? zakupy, wybory konsumenckie, wyjazdy, podroze, adriatyk, atlantyk, konferencje, abstrakty, artykuly, badania, fundusze, granty, koncerty, rymy, bity, polski hiphop, no; poki co, wariant jest taki, ze jutro o 12 lecimy do torunia pkp caly dzien, trzeba wziasc karty i jaja na twardo

jedna, wilanowsko - ursynowska nuta (dobre skojarzenie?)

wtorek, 06-05-2008

wczoraj siegalem do paczki podrobek mmsow z lidla i przyciachala mnie osa, cale popoludnie z glowy, ale dzieki prochom i lodom antarktydy dzis juz w zasadzie lapa powrocila mi do rozmiarow rasy aryjskiej mojej i moglem wstac o 7 i zrobic w ogrodzie elegancki trening, zjesc sniadanie i pozyc stylem zycia burzuariatu;

wczoraj z A niezle przelozylismy *kolo* z francuskiego, no co? placisz, przesuwasz! zaraz ide chwile popracowac, a potem odebrac moja ksiazke, kretynsko wyslana do wroclawia… ale to bialy kruk, to sie opyla;

w piatek (albo w sobote) jedziemy na hiphop do la torunia, ale mi sie chce przez wschodnia wielkopolske znowu leciec…

jesli chodzi o lecenie, to nie moge ciagle zgrac terminow waznych i wazniejszych i bliskich rzeczy, zeby poleciec do srodkowych wloch, a bilety nie beda tanie na mnie czekac, michal!

opole - ladek zdroj - klodzko

niedziela, 04-05-2008

polecialem na pelnej do ladka zdroju na wode mineralna, z prawie 100km ‘plaskim odcinkiem’ caly czas pod gore z opola przez niemodlin, nyse i otmochow do granicy czeskiej, a potem premia gorska i do ladku

bylo ciezko na tej stowie, 16 filmow, pierwsze 75km w ogole nie zsiadlem, bo mi sie nie podobalo, potem sie troche pogubilem i wjechalem na nielegalu do czech polna droga i przez mokradla, cud, ze mnie wopista nie zdjal zaden i znalazlem sie *u podnoza* gor w javorniku, gdzie - podobnie jak juz kiedys z A to wykonalem - kupilem te okragle wafelki w czekoladzie, przepyszne i wode grejpfrutowa i polecialem na przelecz ladecka na pelnej;

nie wiem, czy gdzies w tatrach wjezdzalem pod takie cos rowerem kiedys, a moze to ta stowa w nogach (slang), ale lecialem jakies 10-15 na godzine gora, lalo sie ze mnie i chcialo mi sie przeklinac (smieszne), ale w sumie, pare serpentyn, niecala godzina i bylem na gorze razem z tlumami burzuariatu, ktory wjechal tam w swoich polonezach z walbrzycha i robil sobie zdjecia z tabliczka republika ceska, bez dotykania sie nie liczy; zjadlem piate corny tego dnia, wlaczylo sie slonce i ruszylem na zjazd do ladku zajarany, ale w sumie nie przekroczylem nawet 60 dych, bo zakrety i za duzo sie naogladalem na eurosporcie kolarstwa i troche dygalem, zeby nie wypasc z zakretu; pare minut po tym bylem w bad londeck;

jest to kurort obfitujacy w zbytki i atrakcje, uderzylem do neobarokowej pilajni wody w uzdrowisku ‘wojciech’, oferujacym szereg uslug - miedzy biczami wodnymi i innymi bzdetami, wypisanymi elegancka czcionka w szykownie urzadzonym foyer, a w zasadzie: lobby - picie do woli wody mineralnej za oplata 50gr + 1zl za sliczny pamiatkowy kubeczek: przezycie bylo warte duzo wiecej niz poltora zlotego, pijalnia uderzala przepychem, a kubeczek wzialem sobie na pamiatke! chcialem takze zazyc kapieli w goracym basenie, ale nie bylo juz wolnych miejsc, a szkoda, bo smierdzialem mega; a burzuariat pasuje do ladka jak ulal, slowo;
pokrecilem sie jeszcze po uzdrowisku, spodobala mi sie laweczka dla jednej osoby, jak nie chcesz, zeby sie ktos do ciebie przysiadl i zjechalem (drugi raz, pierwszy raz z rozpedu tez az tam dojechalem i musialem powracac) do starego miasta i juz nie musze jechac do mostaru na wakacje, od kiedy zobaczylem ten gotycki most z (chyba) sw janem, no i zabawne: ajpod pod filarami (melodyjka niemena);

polecialem potem wymarzonym odcinkiem, z ladka do klodzka, ze srednia ponad 30kmh na 25km odcinku, idealnie w dol, caly czas z rzeka! klodzko troche przypomina mi bilbao, brudem, przemyslowoscia (nie wiem tylko jaka i gdzie, ale strzelam) i ta kotlina/kanionem, czymkolwiek, ale to takie dalekie skojarzenie, bzdura, troche sie zgubilem zanim znalazlem dworzec glowny, ktory jest za miastem (brawa!) i przebralem sie w nie-smierdzace ubranie na gore i wsiadlem do osobowki do wroclawia, szkoda mi slow na pkp, wiec olewam, a we wroclawiu mialem ponad godzine czekania minus spoznienie tej osobowki, wiec poszedlem cos zjesc, tam gdzie, dawno temu jadlem z kim cos, chyba, o tej porze roku wroclaw wygladal tak pieknie! a jak jadlem gore zarcia za rozsadna cene, zauwazylem ze 20m dalej jest sklep z internetu, w ktorym kupuje czasami, dobry sklep, a jak wraclem na dworzec to minal mnie tramwaj z reklama sklepu z internetu z komputerami, w ktorym tez kupuje czasem, matriks!

wbilem na peron i do pociagu, a tu w przedziale rowerowym wita mnie typ, a ja yyyyyyy, a on mi mowi, ze jest moim studentem i ze zajawka, ze ja z rowerem i, ze on tez, wlasnie we wtorek wyruszyl nad morze, dzis rano dojechal i wraca w tej chwili, szacuuuuuun! szkoda tylko, ze przez to moje glupie troche kilometrow juz sie nie liczy;

zlodziej; i pijak!

piÄ…tek, 02-05-2008

co za dzien, obudzila mnie najpierw A w nocy jak wstawala nakarmic kota (trrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr), a potem tradycyjnie samochody srodmiejskie, moja rustykalna mosc; na 10 bylem ustawiony pod silka z chlopakami, wiec na 9:15 ustawilem sie w rowerowym z ojcem, zeby kupic ten rower, oczywiscie nie skonczylo sie na jednym rowerowym i na rowerowym jedynie, wiec po po 11 bylem na budowie i zrylem sie znowu w kopalni mega, chociaz tym razem mialem ochraniacze uszu i ryja, ale troche robilem bez rekawic i mam mega odcisk, akurat, zeby jutro pojechac do klodzka (wtf?) przez (nie ma takiego miasta) ladek zdroj, gdzie chce wjechac przez przelecz jakastam i napic sie w pijalni wody domu wczasowego ‘wojciech’ wody mineralnej z takiego naczynka jak w polanicy back in the day, ale, ze zakupilem sobie w tym sklepie rowerowym rekawiczki zelowe, moze dam rady, byle do nysy, a potem juz jakos pojdzie, musze zaraz znalezc mape i kilka innych gadzetow do podrozy jutro, jak skonczylem kuc i dokopalem sie do rudy piachu, ze bedziemy mogli nastepnym razem kopac tunel ucieczki juz, bylo popoludnie pozne i wrocilem wziac prysznic, wykipiec zupe szparagowa i zjesc ja, a tu doma plyty i ksiazki z zagranicy!

zripowalem se cd steve’a spacek’a (i to pewnie jedyny raz jak go uzylem) i cd looptroop, co go z koszula zamowilem tadziemu, bo sobie 2lp, wiadomo, mam tez sliczny singiel jazz liberatorz z tre hardsonem i casual brothers, fajno, fajno, kto za to zaplaci, moja ukochana karto kredytowa?

wtedy dostalem cynk, ze w sredia jest -22%, no to, ze akurat tadzie jechal do mnie po kompakt (i koszulke), zabralem sie z nim na zwm do manii konsumpcji i juz prawie kupilem akg k324p, bo mimo, ze mam k26p od przedwojny i to sa najlepsze sluchawy jakie mialem w zyciu, to potrzebuje czasem pod czapke wrzucic douszne, ale na szczescie poszedlem po rozum do tomkera, zeby mi zgooglowal i oczywiscie byly drozsze nawet bez tych procentow, wiadomo, za to kupilem ladowarke do baterii (bo tansza) i blender (najgorszy zespol jednak, chociaz odrobina luzu) dla A, a takze ukradlem kabel w kieszeni i troche nie chce mi sie jechac oddawac/placic, ale co? musze sie wyspac spokojnie przed jutrem…

cos jeszcze, ale zapomnialem i musze sie ogarnac na jutro i przetransferowac do A

youll never walk alone!

czwartek, 01-05-2008

kapitan w wywiadzie na strone:

It just wasn’t to be, sometimes you just have to hold your hands up and admit it wasn’t your night. We gave it absolutely everything and I was as proud to be captain of the team last night as I have ever been.

i najwazniejsze:

Hopefully, we will go into next season with a stronger squad because that could make a big difference, particularly when we’re playing in games like last night’s.

czwartek, 01-05-2008

pieprzyc nowobogacka chelsea, wole liverpoolski burzuariat

przedostatni dzien lata

wtorek, 29-04-2008

zadzwonil dzis do mnie metro, internetowy szpieg i efektem rozmowy bylo to:

Order 225708 | Seller : onandon
-----------------------------------------------------------------
hocus pocus - place 54 - lp x 2  - s/s       18.00 EUR (qty : 2)
on and on - hocus pocus (xl) - t-shirt       20.00 EUR (qty : 1)
on and on - hocus pocus (xl) - t-shirt       20.00 EUR (qty : 1)

nie narzekam;

kupilem tez dzis za smieszne, ale naprawde smieszne pieniadze miasto w swiadomosci jego obywateli znanieckiego i zajawunia spora, wlasnie czesi pokazali na ceska televize klip - porownanie ronaldinho i cristiano z brianem adamsem w podkladzie, spory szacun za bezkompromisowosc, a wszystkim fanom manu, ktory porzucilem, jak cantona skonczyl kariere, przypominam, ze wystarczy, ze barca strzeli gola i dozo jo, chociaz brakuje mi stoiczkowa i romario troche; za to jutro powinny przyleciec nowe looptroopy i pare innych winyli, ‘bo byla okazja’, zajawunia;

a dzis zakupilem se myszke w koncu, po tym, jak silkowa dlonia zgniotlem poprzednia i odzylem jesli chodzi o wskazywanie;

jesli chodzi o silke, to sztanga w ogrodzie robi swoje, szkoda, ze jutro koniec lata;

mysle o niej, pisze bloga, pale papierosy

wtorek, 29-04-2008

wlasnie przelalem 2zl fiskusowi (kandydat na nastepne zaadaptowane przez polski hiphop slowo do slownika), ktore mu wisialem z powodu jakichs kretynskich zaokraglen, nie wiem, dorosle zycie?

pije yerbe, zrobilem pare serii i zastanawiam sie, ktoredy *naobkolo* polece na *kampus*, poki slonce i lato, chyba przez robotnicze, europejskie, 1maja, bo mija sie jezioro marzen (nie, nie ogladalem, tylko kojarze tytul);

znalazlem przypadkowo w internecie bloga o modzie jakiejs laski, ktora ewidentnie sie stara na totalna sile, a zapomniala o najprostszym prawidle, ze im mniej effortu wlozysz w swoj styl, tym bedzie lepszy, albo jak mawial trener piechniczek, nie spinaj posl*dow; nie no, warto se przegladnac, jak chciala by byc selffacehunterem, krolowa tokijskich ulic i skandynawskich blogow, a jest posmiewiskiem w stylu fotka pl, daje link zakamuflowany, bo system internetu by pokazal, ze ja jade, a po co sprawiac przykrosc, jak ma ewidentna zajawke: kajakowo na wordpress.com, smiech spory, choc branzowy, duzy poziom zenuy i zalosnosci, moglaby podrecznik mody *vintage* napisac, najlepsze, jak wszedzie dopasowanko kolorystyczne sieka;  to juz sto razy bardziej stylowy jest student z praktyk u mnie (usiluje rozpracowac nielegalne wyscigi pod zakladami miesnymi) przyszedl w zlotej koszulce bape wczoraj, to jest styl, kupil w lumpie na glogowskiej, ona powiedzialaby ‘vintage tee, secondhand’;

fajnie, ze jest lato, chociaz ma sie juz jutro konczyc, bo jezdze na rowerze, kolega z osiedla lubi jezdzic na rowerze, nosze szorty i smieje sie przez zacisniete zeby; chcialem sie wybrac na mecz romy jakis, ale sezon konczy sie 18 maja na polwyspie apeninskim, a ja ruszam tam jakiegos 21 czerwca, musze bilety zakupic, juz nie moge sie doczekac latania ryanairem, ale tanio skandalicznie;

jak chodzi o plany wakacyjne, to jesli jezdziles po dalmacji rowerem i chcesz podzielic sie wrazeniami i wskazowkami, nie musisz sie krepowac, chociaz w zasadzie polecialbym np do prowansji, a juz najbardziej nad atlantyk, ale 1) tam mega wieje, 2) mega daleko, zwlaszcza, jak nie masz auta do przewozenia rowerow;

btw, czy jest jakis strajk na poczcie? oni maja za ciemno w pracy? czekam na wiele dobr, kilka ksiazek krajowych i zagranicznych oraz jointy i plyty winylowe, a takze urzadzenia wskazujace i nic; btw, wracasz dzis jutro z wro do opola? moze bys odebral mi ksiazke i podrzucil? bo kupilem w jakims kretynskim systemie, ktory wysyla ksiazki do ksiegarni zamiast do ludzi i wybralem jakas z listy, bo nie czytalem drobnym maczkiem i okazalo sie, ze pojechala do ossolineum we wroclawiu, dobrze, ze nie w suwalkach, nie dosc, ze daleko to zimno!

jak juz pisze rozprawke, to powiedz, czy nie spylasz akurat canona 350? chyba sieknalbym sobie, zeby wzbic sie na kolejny poziom zajawki fotograficznej, ganja ma znaczenie kos-miczne;

notatka do siebie: michal, dzis jakos kolo 6 masz na srallegro wygrac te ksiazke, co jej szukasz od przedwojny (doslownie)

working class

sobota, 26-04-2008

dzis pol dnia budowa nowej silki, gdzie trzeba poglebic piwnice o 50cm, bo nisko i skuwalem podloge, w pocie czola, chociaz przynajmniej tutaj nie bylo takiego pylu jak kiedy cialem fleksa te podloge i totalnie nie widzialem niczego, musze nastepnym razem wziac maske przeciwpylowa, a przede wszsytkim stopery, bhp! zwlaszcza na kolei! working class ogolnie, chociaz burzuariat, bo mam rekawice timbalanda;

ogladam wlasnie depor - barca z riazor i chce mi sie plakac, jak sobie przypominam, kiedy tam bylem, w sumie jedyny europejski mecz, jaki widzialem na zywo, musze jakos rozpoczac turystyke pilkarska, mamy przeciez tanie linie, michal! musze jakos do rzymu sie wybrac przeciez! z tej okazji aploudowalem zdjecia z tego meczu i jeszcze jakies z samego miasta, z jesieni, bez kitu, przenioslbym sie nad ocean, albo jakies morze, inne powietrze, to widac nawet na zdjeciach moim kompaktem;

biore rower po tym meczu i transferuje sie do A do srodmiescia; btw, dobre rowerowe ciekawostki wydobylem: respete a los ciclistas i un ciclista mas = un coche menos, hyhyh

winile z enerefu vs. kapcie z jueseja

piÄ…tek, 25-04-2008

zobaczylismy dzis z a w kinie die falscher, mocne, moze nie jakies wybitne, ale i historia i rzemioslo calkiem mocne i mega dobra nuta, ja tam zreszta jakos tak niefachowo sie jaram europa miedzywojenna i lat 40 minus wojna, intuicyjnie bardziej, niz jakbym mial to opowiedziec;

coz wiecej moge powiedziec? dzis z erefenu ma wyruszyc nowa plyta looptroop, ktora jest chyba najlepsza w historii, chociaz czy ja wiem? w kazdym razie, jako poklosie planu marszala dostaje koszulke do plyty, dobrobyt, ze sie przelewa, no i zamowilem jeszcze pare rzeczy oczywiscie, w tym te epke casual brothers, o ktorej zupelnie zapomnialem!

uslyszalem tez dzis historie milosne, ktore juz gdzies slyszalem i to nie raz;

pozdrawiam tez typa jaza, zdaje sie zwolennika dinalu, z ktorym zakupilismy sobie vansy na plaze w jueseju i moze beda nawet szybciej niz kilka mych ksiazek ze zrzutow, na ktore czekam czwarty dzien i patrze na-a drzwi, ide spac, bo jutro jakies seryjki wypada zrobic przed wyjsciem, michal

aha, dzieki piraci, ze przesluchalem nowych rootsow i nie kupilem plyty z koszulka w bloto, no albo nie wiem, za krotko bylem w wojsku