wydarzylo mi sie ostatnio, ze smiech i placz, a na pewno upadek; przyszla do mnie robiaca sie na wyrozniajaca studentke, ze dwa lata w jeden robi, obrona, egzaminy i czy moze wpis szybko, jesli bylbym uprzejmy, usmiechy i wzajemna sracja, pewnie, pewnie, dlaczego nie verstehen, daje numer, zeby napisala mi wieczorem, abym nie zapomnial przeczytac jej eseju;
poslalal remindera z usmieszkami, no to czytam, stek bzdur, nudy i grafomanstwo, ale to grafomanstwo juz na 1 stronie kazalo mi wkleic zdanie do google i htrysz, ctrl+c, ctrl+v, sciaga.pl, wybralem jeszcze kilka zdan, kilkanascie zdan, cale akapity i wszystko z roznych bardziej i jeszcze bardziej zenujacych miejsc internetu;
jak przystalo na pamietajacego o idealach sierpnia, napisalem oburzony, zeby napisala se swoja prace i o 930 mi ja przyniosla rano, to uznam, ze cos jej sie pomylilo (laskawca), a ona przylazi rano - pokazuje jej te sztuczke z google - i mowi, ze jakies nieporozumienie, alez panie michale, tyle sie pisze o tym problemie, moga sie pojawic podobne zdania, policzylem do 10, pytam, gdzie ma prace ratunkowa? ja nie jestem stad i nie mam tu komputera, no tak, jak nie ma komputera to jasne; tlumacze jej, ze nawet jakbym nie odkryl (tylko skonczony idiota by nie zauwazyl takich zmian stylu) tych plagiatow (co za baran plagiatuje pierwsze wyniki z google jak wpiszesz ‘pijani kierowcy problemy spoleczne’ - taki byl tytul pracy), to ta praca to jest infantylny stek bzdur, ktore nie maja sensu i nie spelniaja zadnych standardow eseju na studiach, ktore im powiedzialem, na wypadek, jakby zapomnieli, w koncu sa juz na 4 roku studiow i zaraz beda mieli wyzsze wyksztalcenie z sosologii no i kazalem jej isc za drzwi i tyle, in my opinion this is an unhappy woman and ill;
zadzwonilem do dyrektora ds dydaktyki, jaka mamy polityke na to, bo ewidentnie jest to smiech, tym bardziej, ze - nie zrozum mnie zle - nie jestem terrorysta, tematy byly proste, 4-5 stron objetosci to poziom trudnosci, ktory moglby sprawic klopoty w pierwszej klasie gimnazjum, a na 20iles osob, dostalem 2 prace, ktore mozna nazwac socjologicznymi, reszta nic wspolnego z ta nauka, a nawet jako gadanie o jakichs tam rzeczach, to rozmowy w toku podzielic przez ten faszystowski program pospieszalskiego i dalej to niebo i pieklo, bo - jezyk polski - totalna grzana, jakbys zobaczyl/a te brednie, to od razu mi sie kojarzyl taki najgorszy w klasie w pedalowie, ze polonistka go meczy, zeby czytal czytanke, a on duka i kawalki na poziomie jak u mnie w 6 klasie typ napisal o tym jak spedzil swieta, ‘i wtedy wujek wystrzelil z szampana’, teksty jak ‘i tu zaczyna sie dylemat badz nie’, co to jest za ontologiczna rewolucja, zupelnie nowe standardy, wszyscy wala wyniki statystyk, nie interpertuja tego ani slowa i mysla, ze % beda dobrze wygladac; a najgorsze, ze zero pomyslow i oryginalnosci, a ja to gowno musze czytac;
wracajac do histeriiorii, pytam, co sie robi, czy mam jakies pismo, czy co, bez zartow, a on, ze oczywiscie panie kolego, pietnowac, skandal, niemoralne, nieetyczne, jasny sygnal, ze sie nie zgadzamy, ale ja bym jeszcze dal szanse, mowie, panu, ze szansa byla, ale niewykorzystana, ach… rozumiem, no to no tak, tak, no to jest rzeczywiscie bezczelnosc, ale to skoro pani sie broni, to juz moze niech pan ja postraszy, niech napisze te prace porzadnie i dac to 3… brawo, typka wysyla mi prace nastepnego dnia, zamiast MEGA kretynizmow, kretynizmy i zamiast kilkunastu przeklejen, trzy i inne formy kradziezy czyichs pomyslow jak nie robienie cyt. za., tylko prosto walenie takich samych cytatow jak ludzie, ktorych cytuje w bibliografi, co ona myslala, ze ja nie obczaje artykulow, ktore cytuje? upadek;
mysle, szmata, nie ma o czym rozmawiac, w poniedzialek widzialem sie z dyrektorem calym i mowie mu, ze oburzenie srenie, ale generalnie cos trzeba wykonac, bo to zart i to my wychodzimy na debili produkujac takich tanich kombinatorow, a on, ze to problem, tak, panie kolego, jasne i na radzie zrobimy instytutowe przepisy, jak cytowac, jak nie i bedzie podstawa, zeby dawac szmaty bez gadania, a teraz dalby 3, zeby juz sie mogla obronic i bla bla; no i mialem z nimi ostatnia lekcje wczoraj, oczywiscie wzbilem sie na wyzyny dramatu, ale powiem ci, ze (bo mialem jeszcze chyba z 5 wykrytych przeklejaczy i jeszcze wiecej zenujacych gniotow) dalem im te 3, it’s just a bit of paper, a oni wychodzili z wypisanym na tych bezmyslnych… z ewidentnym poczuciem, ‘udalo sie, co za debil robil problemy’.
a najlepszy byl typ, co chodzi na rozne spotkania naukowe, wypowiada sie itd, ale wali banaly ogolno znane, kto mu zabroni, prace napisal na 3 i chce mu dawac 3, a on mina obrazona i mowi, ze sie nie zgadza, bo pracowal przez rok - a ja mu mowie, ze no wlasnie dlatego ma mocna 3, a on, ze TAK? TO W TAKMI RAZIE NIE WARTO BYLO CZYTAC TYCH WSZYSTKICH TEKSTOW i w ryk, myslalem, ze umre ze smiechu, it’s too real, it’s too real! i naprawde nie sadzilem, ze gdziekolwiek powyzej 6 klasy bede mogl powiedziec moje ulubione ‘dla ocen sie uczysz?’, i dalem mu 3,5 i w ogole dawalem kazdemu, co mu sie chcialo, zeby dostal, poza 5, na szczescie tylko pare osob, zwlaszcza tych z 2 mialo tak malo godnosci, zeby chciec wiecej; podpisalem nieprawde w indeksie, ale zawsze bede mial teoremat thomasa na swoja obrone;
generalnie, zenua jest spora i rychly upadek zachodniej cywilizacji, ale naprawde nie wiem, czy chce mi sie ratowac cheerleaderke, michal; it’s just a bit of paper;
za to wreszcie zaproponowano mnie sosonetu do nauczania w krolewskim, stoleczny miescie golebi i duzo innych rzeczy, niebawem 9 lat dzienniczka;
a najsmieszniejsze, ze po tym, jak w polowie sezonu polapalem sie, ze sa dwie dokladnie tak samo nazywajace sie imie + nazwisko, dziewczeta w krakowie wlacha, okazalo sie, ze byly tez dwie tak samo majace na imie i podobie brzmiace nazwisko majace inne panny i nic dziwnego, ze zawsze maja obecnosc u mnie, zawolaj mnie roztargnionym;
it’s just a bit of paper, see here?