Jan22 2010 tekst

praca, choroba, zycie

niezle se to zatytulowalem; bylem dzis w poprzedniej pracy na totalnie najwyzszym szczeblu, uprzejmosci, slowa, deklaracje, prosby, rektorzy, wicemarszalkowie, profesorki, z ktorymi ostatni raz widzialem sie przez wideoskajpa do tajwanu i porzadni koledzy z zakladu pracy przebrani za porzadnych pracownikow w pulowerkach i koszulach, co za!

poczulem na dnie swojego serca, michal, uczucie jeszcze wiekszego niz kiedy tam robilem zdystansowania do tego matrixa, za daleki odlot to juz dzis byl dla mnie, ale ulga spora, ze wykroczylem, a i jeszcze teraz okazuje sie jaki potrzebny i och ach, szkoda, ze nikt nie slucha tak na serio, no ale co, publiczny pieniadz rzadzi sie swoimi prawami;

napisalem kolezance smsa, ze jej profeso zadeklarowal sie jakas tam zakladowa impreze koordynowac, to odpisala, ze chyba musi zajsc w ciaze, bo szykuje sie klasyczne spychanie obowiazkow w dol drabinki; mega ubaw tam jest, slowo daje i troszeczke przykrosci, nieco;

piec sie cos skwasil i bylo 14 stopni, jakbym sie obudzil w namiocie w szwajcarii, kot zaskoczony, ze kaloryfery zimne, tylko kominek mogl nas uratowac zanim, ale zanim zdazylem sie zachorowac, brawo, tzn bardziej od wlazenia i wylazenia do paru miejsc dzis, michal;

jutro to dopiero bedzie zimno. jest zima, wiadomo;

kmnt