moja babcia, mimo, ze odebrawszy wyzsze wyksztalcenie byla kobieta - zwlaszcza jak na swoje czasy - oswiecona i pracowala w wymagajacym duzej wiedzy zawodzie o wysokim statusie itd itp, jak sie niedawno dowiedzialem - dawala sie ponosic niedorzecznej irracjonalnosci czasem. tak sie sklada, ze mieszkajac kilkaset metrow od miejsca, gdzie akurat ja teraz, rowniez chodzila wieszac i zdejmowac pranie na strychu, no a ja razem z ta praktyka i w tym miejscu, tez odziedziczylem te jej metafizyczna nieracjonalnosc jakos;
babcia do tego stopnia bala sie *duchow* na strychu, ze zlala kiedys plastikowym wiaderkiem od prania sasiada, ‘pani doktor, to ja adas z drugiego pietra, czemu mnie pani bije?’, ja jeszcze nikogo nie spralem, ale tez sie dygam duchow, slowo daje;

