wyjazdy sluzbowe
Nie spalem juz 3 noce (ojej), z czwartku na piatek, wstalem przed 4, zeby byc na 8 w Poznaniu po wize do Rosji (!), z piatku na sobote przed 4, zeby byc na dworcu do Warszawy na wywiady, a z soboty na niedziele przyjechalem o 5 do Oplau ze stolicy.
W konsulacie kawalek Federacji Rosyjskiej, to juz sie ciesze na te krajoznawcza konferencje, zwlaszcza, ze lecimy z kolega przez Kijow i mamy tam w zasadzie cale popoludnie, noc i przedpoludnie na ogladanie, co i jak na Ukrainie.
Do samego Bielgorodu lecimy przez Charkow i chcemy jechac przez granice pociagiem, ale Rosjanie nalegaja, zeby przyjechac po nas autem, bo bedzie latwiej, wtf?
W stolicy Polski za to trzy dlugie i dobre wywiady, a potem jeszcze napotkalem Urbka z rodzina, Piovotem i zona i dzieckiem (!) oraz sympatycznym Rumunem, naprawde przesympatycznym.
Do Poznania lecialem autem, 4 tam, 4 z powrotem, Polska nie ma zadnego sensu, zwlaszcza, ze do stolicy lecialem pociagiem i prawie 6 godzin, a w pierwszej klasie syf, duchota i nie ma pradu, wiadomo, no i caly czas edge. Nastepne delegacje biore na moto, tylko przelicznik sie nie opyla.
